... to była przede wszystkim praca. Dzieci miały wakacje, więc wiadomo jak to jest.... Co nie znaczy, że w lipcu i sierpniu spędzałam weekendy na odsypianiu tygodnia w moim łóżku w Cobham. No way! Było kilka fajnych wycieczek, o których już pisałam, bądź będę tutaj pisać, ale znacznie więcej było imprez,
pikników i przesiadywania w pubach oraz kawiarniach niż zwiedzania. Najczęściej
spotkać mnie można było tutaj:
My
Village znajduje się w Camden. Jest to wegetariańska restauracja prowadzona
przez przemiłych Kurdów. Polecam kawę mocca banana :)
Poza
tym w końcu zawitałam do British Museum. W
muzeum obejrzałam oczywiście tylko część ekspozycji, jako, że miejsce to jest
przeogromne i zdecydowanie nie do ogarnięcia w jeden dzień. Można tam obejrzeć
chociażby takie oto eksponaty…
Last, but not least z Londynu - Notting Hill Carnival! Ania już pięknie go opisała, więc dodam tylko, że było po prostu świetnie. Ludzie bawiący się na ulicach, tańce, piwo... przemiłe towarzystwo... czego chcieć więcej?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz